Utrzymywanie w zreformowanym wymiarze sprawiedliwości dwóch korporacji o identycznych kompetencjach nie ma sensu. Błędy adwokatury popełnione w toku dyskusji o unifikacji zawodu adwokata i radcy prawnego są oczywiste. Adwokatura traktowała radców jako prawników „gorszych”. Czas pokazał,że linia podziału w obu środowiskach jest inna. Tak jak wszędzie prawnicy w obu korporacjach dzielą się na mądrych i głupich, a przynależność do określonej korporacji na ten podział wielkiego wpływu nie ma. Przyjmując założenia reformy wymiaru sprawiedliwości adwokatura powinna ocenić realiztycznie obecną sytuację i zaproponować radcom prawnym pełną unifikację obu zawodów. Należy zaproponować ustawę w oparciu o którą radcowie prawni z mocy samego prawa staną się adwokatami, bez żadnych warunków, żadnych egzaminów dodatkowych z prawa karnego, czy zasad etyki.
Wydaje się, że przed takim stanowiskiem adwokatura wzbrania się tylko z jednego powdu. Z uwagi na liczebność korporacji radcowskiej, istnieje realna obawa zdominowania adwokatury przez radców. I tutaj należy mieć nadzieję, że środowisko radcowskie te obawy zrozumie. Nie można także nie dostrzegać istotnej tradycji ponad 80 lat samorządności adwokackiej i nieco odmiennej w adwokaturze koncepcji korporacyjności w dużej mierze kształtowanej przez trdycyjną dla adwokatury (i odmiennie rozumianą w środowisku radcowskim) instytucję patronatu.

Dlatego też unifikując oba zawody, należy poprosić radców prawnych o wyrozumiałość i przyjęcie koncepcji, że przy identycznych uprawnieniach procesowych przed sądami powszechnymi, radcowie (przepraszam adwokaci, którzy nabyli uprawnienia w oparciu o ustawę o unifikacji) będą mieli przez określony czas – załóżmy czterech kadencji, czyli 12 lat – nieco ograniczone upranienia wewnątrzkorporacyjne, polegające na ograniczeniu praw wyborczych do organów samorządu adwokackiego, na zasadach takich, jak adwokaci nie wykonujący zawodu, czyli poprzez swoich delegatów, wybieranych na zasadzie proporcjonalnej. Z każdą kolejną 3 letnią kadencją udział Kolegów, przyjętych do adwokatury z mocy ustawy unifikacyjnej, w wyborach do organów adwokatury powinien być zwiększany aż do całkowitego zrównania praw wyborczych do organów samorządu. Oczywiście jest to tylko pomysł. Punkt wyjścia. Propozycja przełamania jedynej przeszkody na drodze do unifikacji.
Ale jednocześnie, zawód radcy prawnego nie powinien zniknąć z systemu organów ochrony prawnej (no może dla przejrzystości należałoby odejść od nazwy „radca” i uchwalić ustawę o doradcach prawnych. Jedyną różnicą pomiędzy adwokatem i doradcą prawnym powinna być zagwarantowana dla adwokatów (po unifikacji z obecnymi radcami, którzy byliby już adwokatami), możliwość dostępu do sali sądowej. Innymi słowy, doradca mógłby świadczyć obsługę prawną, reprezentować klienta w postępowaniu administracyjnym a nawet w tych postępowaniach sądowych, które są postępowaniami z istoty swojej pisemnymi (postępowaie rejestrowe np.) zaś pełnomocnictwo do reprezentacji strony przed sądem miałby tylko i wyłącznie adwokat.
Taka konstrukcja mogłaby przewidywać ułatwienia dostępu do zawodu adwokata, porzez odpowiednio długie wykonywanie zawodu doradcy prawnego i odbycie dostosowanej do zmian systemowych aplikacji adwokackiej w zakresie procedury sądowej, i – co najważniejsze – kultury sali sądowej. Biorąc pod uwagę, że reformę całęgo systemu wymiaru sprawiedliwości widzieć należy całościowo, zgodnie z zasadą SOLIDARNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI adwokatów za sądownictwo (poprzez ich udział w kolegiach sądów), zbliżylibyśmy się do popieranej przez wszystkie siły polityczne idei, że zawód sędziego powinien być ukoronowaniem zawodów prawniczych. Oczywiście wymagałoby to zamknięcia drogi do zawodu sędziego porzez aplikację sędziowską i asesurę. Po studiach prawnik powinien mieć stosunkowo łatwą i otwartą drogę do zawodu doradcy prawnego. Po nabyciu doświadczenia jako doradca i odbyciu aplikacji adwokackiej bądź prokuratorskiej (z możliwością wykonywania na własny rachunek zawodu doradcy) miałby możliwośc zostania adwokatem; i dopiero po przejściu jednej z tych dróg (poprzez adwokaturę lub prokuraturę) mógłby kandydować na stanowisko sędziego. Jest zrozumiałę samo przez się, że w takiej koncepcji nie może być mowy o jakimkolwiek ograniczeniu samorządu w uprawnieniach do osobowego kształtowania adwokatury. Udział przedstawiciela władzy wykonawczej przy egzaminie na aplikację, czy końcowym egzaminie adwokackim byłby po prostu wykluczony. Natomiast – proszę pamiętać że mówimy o reformie kompleksowej i adwokaci uzykują wpływ na kształtowanie środowiska sędziowskiego – należałoby znacznie wzmocnić udział sędziów w komisjach egzaminacyjnych przy naborze do adwokatury.
Zachęcam do dyskusji.
jmm.