Jak podaje dzisiaj Rzeczpospolita w artykule Marka Domagalskiego Odmową nominacji zajmie się Trybunał:

Głośny spór o to, czy prezydent może odmawiać nominacji sędziego zgłoszonej mu przez Krajową Radę Sądownictwa, zbada Trybunał Konstytucyjny

Wniosek o rozwiązanie tego sporu kompetencyjnego skierował w czwartek do TK pierwszy prezes Sądu Najwyższego Lech Gardocki. To pierwszy przypadek skorzystania z tej drogi pod rządami obowiązującej od ponad dziesięciu lat konstytucji.
Zgodnie z jej art. 189 to Trybunał rozstrzyga spory kompetencyjne między konstytucyjnymi organami państwa. Do wystąpienia z takim wnioskiem legitymowany jest m.in. pierwszy prezes SN. Zainicjowała go natomiast KRS.
Do sporu kompetencyjnego dochodzi wówczas, gdy dwa lub więcej centralne organy państwa uznają się za właściwe do rozstrzygnięcia tej samej sprawy (spór kompetencyjny pozytywny) albo gdy oba te organy uznają się za niewłaściwe do jej rozstrzygnięcia (spór kompetencyjny negatywny).
W tym wypadku mamy do czynienia z tym pierwszym – tak uważa pierwszy prezes SN i KRS. Choć we wniosku napisano, że chodzi o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego między prezydentem RP a KRS „w zakresie dotyczącym kompetencji do opiniowania kandydatów na stanowisko sędziego”, wiadomo, że nie o samo opiniowanie chodzi, że za opiniowaniem (negatywnym) stoją odmowy nominacji sędziowskich.
„Zachowanie prezydenta RP narusza art. 2 ust. 1 pkt 2 ustawy o KRS wyrażający uprawnienie do rozpatrywania i oceny kandydatów na sędziów wyłącznie KRS – napisał w uzasadnieniu wniosku do TK pierwszy prezes SN. – Można je również uznać za naruszenie art. 186 ust. 1 konstytucji, ponieważ w ten sposób ogranicza wykonywanie spoczywającego na KRS konstytucyjnego obowiązku stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów, i za niezgodne z zasadą podziału władz”.
Na razie zdarzyło się to tylko raz – i to też był w Polsce precedens, w każdym razie do tej pory o takich odmowach publicznie nie mówiono.
Chodzi o dziewięć osób, wobec których w sierpniu zeszłego roku prezydent Lech Kaczyński „nie skorzystał z prawa powołania”, jak informowała jego kancelaria. Pięcioro to asesorzy, którzy aspirowali do stanowisk sędziego rejonowego, a czworo miało awansować z sądów rejonowych do okręgowych: troje w Warszawie, reszta w innych miastach (postanowienie prezydenta zawiera Monitor Polski z 16 stycznia br.). Osoby te, aby uzyskać nominację, musiałyby ponownie przechodzić całą procedurę (zresztą bez gwarancji sukcesu). Zainteresowani nie dali za wygraną i zapowiedzieli akcje prawne (szerzej: „Dziewięciu sędziów zasypie prezydenta skargami”, „Rz” z 12 grudnia 2007 r.).
W sprawę sędziów zaangażowała się KRS.
– Pan prezydent traktuje swoje uprawnienie jako prerogatywę, czyli możliwość powoływania i niepowoływania sędziów. My stoimy na stanowisku, że prezydent sędziów powołuje na nasz wniosek – powiedział „Rz” sędzia Stanisław Dąbrowski, przewodniczący KRS. – Uważamy, że prezydent nie ma prawa oceny sędziów, reprezentuje bowiem władzę wykonawczą, która może kierować się także kryteriami politycznymi, a to byłoby niedobrze. Dobrze natomiast, że Trybunał rozstrzygnie spór – w każdym wypadku będzie jasność.

Ciekawe jakie będa konsekwencje polityczne ewentualnego stwierdzenia przez Trybunał Konstytucyjny, że Prezydent RP nie ma kompetencji do odmowy powołania na stanowisko sędziego osoby zgłoszonej przez Krajową Radę Sądownictwa ?

Takie rozstrzygnięcie będzie bowiem oznaczało, że Prezydent naruszył Konstytucję. I nie było to jakieś naruszenie przypadkowe, nieświadome, nieistotne. Cała sekwencja zdarzeń prowadzi bowiem do wniosku, że Prezydent RP Lech Kaczyński od samego początku tej sprawy, działał ze świadomością możności naruszenia Konstytucji i Konstytucję chciał naruszyć.

Czytaj:
I po sprawie – odrzucenie wniosku I Prezesa SN
Druga skarga kompetencyjna