6. grudnia 2008 r. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy przyjeżdża do Polski aby wziąć udział w uroczystościach 25. lecia przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. Prezydent Nicolas Sarkozy chciał się w czasie pobytu w Polsce spotkać s Prezydentem Lechem Kaczyńskim, ale polski Prezydent będzie w tym czasie przebywał w Azji. Oczywiście z Azji Pan Prezydent nie złoży życzeń jubileuszowych Lechowi Wałęsie, bo nie po to wyjeżdża żeby Wałęsie życzenia składać. Natomiast w dniu 6. grudnia przypadną imieniny Prezydenta Nicolasa Sarkozego, miejmy nadzieję, że życzenia imieninowe złoży mu Lech Wałęsa.

[tvn24.pl] Lech Kaczyński przyznał, że jest zdziwiony, iż mimo jego nieobecności Sakrkozy przyjeżdża do Polski. Zaznaczył, że to on zaprosił francuskiego przywódcę do Juraty. Przypomniał, że przedmiotem jego rozmowy z Sarkozym miał być Traktat Lizboński.

Nas już nic nie dziwi w wykonaniu Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nawet jego zdziwienie. Jakoś nie może się Panu Prezydentowi w głowie pomieścić, że Nicolas Sarkozy przyjeżdża do Lecha Wałęsy.

Przedmiotem rozmowy między Sarkozym a Kaczyńskim miała być sprawa (jak obaj podkreślają) ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez Polskę. Przypomnijmy, że po wielkiej sejmowej awanturze ustawa upoważniająca Prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, w wyniku tzw. porozumienia helskiego między Prezydentem Lechem Kaczyńskim a Premierem Donaldem Tuskiem zostałą uchwalona. Był to bodaj jedyny akt dobrej woli ze strony Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w trakcie jego kadencji prezydenckiej, co nawet przysporzyło mu nieco społecznego poparcia (na chwilę).
Obecnie sprawa ratyfikacji traktatu jest wyłączną prerogatywą Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I właściwie należałoby apelować do wszystkich polskich (i europejskich) polityków, aby na Prezydenta Lecha Kaczyńskiego żadnej presji nie wywierali. Czy Lech Kaczyński traktat podpisze czy nie podpisze, to i tak nie ma dla Europy żadnego znaczenia, bowiem aby traktat wszedł w życie muszą się na to zgodzić Irlandczycy a oni się nie zgodzą. Pan Prezydent albo podpisze akt ratyfikacyjny i skompromituje sam siebie tym, że tak długo zwlekał z jego podpisaniem; albo aktu ratyfikacji nie podpisze i skompromituje siebie (i Polskę przy okazji) w oczach Europy.

Jeśli Pan Prezydent aktu ratyfikacji nie podpisze oczywiście winien będzie Donald Tusk. Pewnie się okaże, że złamał porozumienie helskie. Szkoda już wracać do tego tematu i tych sporów.